Will otworzył oczy oślepiony blaskiem porannego słońca.
Jedyną dobra rzeczą od czasu śmierci Stevena było to, że chłopak zaczął się
wysypiać. Nocne warty pełnili na zmianę Castiel i Jake. Już cztery dni
podróżowali z trupami. Stelaże zrobione
przez ich mordercę były tak wytrzymałe, że całymi dniami mogli
podróżować kłusem, a chwilami nawet galopem. Czasami jednak musieli zwalniać do stępa,
aby przedrzeć się przez gęste chaszcze.
Wstał, złożył posłanie i przywiązał je do juków
Wiedźmina. Castiel i Jake jak zwykle gdzieś zniknęli, chociaż ich konie stały
gotowe do drogi. Zjadł coś i usiadł pod drzewem. Sięgnął do swojej sakiewki i
wyciągnął z niej swoje srebrne znalezisko, które uratowało mu życie. Zapinka
miała kształt jabłka. Will odwrócił ją i zobaczył trzy wygrawerowane ozdobne
litery pod igłą. Na dole było „I”, u góry po prawej „A”, a po lewej „E”. Na
samym środku widniała mała kropka. Dotknął wzór palcem. Nie wiedział co oznacza
ta symbolika. Odpiął agrafkę swojego płaszcza, a na jej miejsce przypiął
srebrne jabłko, po czym poprawił czarną tkaninę i wstał. W tym czasie do koni podeszli
Castiel i Jake, którzy wrócili jak zwykle niepostrzeżenie. Will podszedł do
nich.
- Musimy ruszać. – Powiedział Jake, gdy tylko
go zauważył. – Prędko!
- Dlaczego? – zapytał Will z ciekawością. Zastanawiało go dlaczego jego towarzysze byli tacy nerwowi.
- Znaleźliśmy jakieś ślady… Nie nasze. –
Dopowiedział Jake i wskoczył na swojego karego konia. Oczom Willa nie uszło uwadze
to, że zostawił ciało Matt’a.
- Nie mamy czasu! – Ponaglił go Castiel.
Szesnastolatek wskoczył na
Wiedźmina i spojrzał na martwego Erica. W jego głowie pojawiła sie pewna myśl-skoro
zostawiają ciała, to nie będą mieli „dowodów”, jak to powiedział Cass.
Pokierował więc swojego kuca w stronę trupa i wyszarpnął z niego zieloną strzałę, a potem
dogonił galopem resztę.
Ślady znajdowały się dwie
minuty drogi od ich obozu i wyglądały na odciski skórkowych butów dobrej
roboty. Castiel zeskoczył z konia i prowadził zastęp w stronę, w którą
kierowały ślady. Szli tak co najmniej pół godziny, ich trop stopniowo
przybierał kształt udeptanej ścieżki, aż wreszcie przerodził się w brukowany
chodnik. Gdy w lesie rozległ się stukot podków o kamień Will spojrzał przed
siebie. Drzewa były tutaj wyższe, nie zahaczali już o niskie gałęzie. Droga
prowadziła prosto, pod górę. Nie zakręcała nigdzie, ale ginęła na szczycie
wzgórza.
Cass wskoczył na swojego
konia.
- Jedziemy! – wydał polecenie i skierował się w
górę ścieżki. Gdy wbił pięty w boki rumaka zadudniły końskie kopyta. Will także
popędził swojego kuca do galopu i pojechali na górę.
To co zobaczyli po dziesięciu
minutach przekraczało ich… marzenia? Will nie wierzył własnym oczom. Przetarł
je, kilkukrotnie zamrugał, ale nic się nie zmieniło. Uszczypnął się w rękę, aby zobaczyć czy to
nie jest jeden z jego okropnych snów. To naprawdę się działo.
- To… czy to jest Zapomniany Dom? – Will aż
się zająknął z wrażenia.
W tym momencie otworzyły się frontowe drzwi.
Stanęła w nich kobieta o
niespotykanej urodzie. Jej smukłą twarz oświetlały pojedyncze promienie
letniego słońca. Blond włosy miała upięte w ciasny kok, lecz trochę przydługa
grzywka z pasemkiem w odcieniu różu opadała na prawe oko i policzek. Miała na
sobie obcisłe skórzane spodnie z beżową tuniką z długimi rękawami, które teraz
podwinęła za łokcie. W pasie założyła skórzany pasek ze sprzączką w kształcie
jabłka, który podkreślał jej smukłą figurę.
- Witajcie w Zapomnianym Domu. – Powiedziała i
gestem zaprosiła ich do środka. Zawahali się, ale po chwili zsiedli z koni
i poszli za kobietą.
Znaleźli się w pokoju średniej wielości, w którym podłoga
wyłożona była jasnymi kamieniami o zaokrąglonych krawędziach. Ściany porośnięte były zielonym bluszczem, a z sufitu zwisały również zielone kiście winogron.
Na środku stał drewniany stolik z nogami rzeźbionymi na kształt liści dębu, a
obok niego sofa i dwa fotele z tego samego kompletu. Wszyscy mieli wrażenie,
jakby dalej znajdowali się w lesie, a nie w domu.
Castiel i Jake, za prośbą kobietu, usadowili się na sofie. Ona sama poszła do innego pokoju, a Will usiadł w
jednym z foteli. Wszyscy siedzieli sztywno. Zapadła grobowa cisza. Cass nerwowo
rozglądał się dookoła, zatrzymując wzrok na drzwiach, w których zniknęła
kobieta. Jake także 'skakał' wzrokiem, a Will… on nie czuł niepokoju, tylko jakąś
dziwną uspokajającą energią płynącą z roślin rosnących w tym pomieszczeniu.
Patrzył w sufit i na ściany, i miał wrażenie, że pnącza i owoce dojrzewają, gdy dosięgał je wzrokiem. Nie wiedział jak na to zareagować, więc obserwował i karmił się tą
upajającą energią. Ona go odnawiała, czuł się jak dziecko – beztrosko.
Z zamyślenie wyrwał go dźwięk otwieranych przez blondynkę drzwi. Castiel i Jake od razu zwrócili
spojrzenia w jej stronę, a Will potrzebował jeszcze chwili, by wybudzić się z transu.
- Skąd jesteście? – zapytała kobieta,
stawiając przed nimi filiżanki z herbatą.
- Cherits – odparł krótko Jake – Królowa
Izabelle przysłała nas…
- Przysłała was po napar z owocu Magicznego
Drzewa – Przerwała mu kobieta.
- Tak… masz go? – zapytał Castiel.
- Nie. To wy musicie go zdobyć.
- Jak to?! – wykrzyknął Jake – Przecież
miałaś go mieć!
- Nie, to was miało tutaj nie być! – zdenerwowała się – Jak w ogóle tutaj dotarliście i przeżyliście zamach? Zabito
przecież wszystkich tak, że nie zdążyli wypowiedzieć słowa, a ślady zatarto!
- Chyba zrobiłaś to niedokładnie. – Powiedział
Will i wyciągnął spod peleryny zieloną
strzałę. Kobieta zaniemówiła.
- Ja nie zabiłam – powiedziała – ale zleciłam
to morderstwo. Jest przecież powiedziane, że z lasu nie wyjdą więcej niż dwie
osoby z każdej drużyny.
- Jest nas za dużo. – Will szybko połączył
fakty.
- Och, jesteście na pewno zmęczeni podróżą –
zmieniła temat. – Dean! – zawołała, a potem z drzwi wyjściowych wyłoniła się
głowa mężczyzny o spiczastych uszach.
- Zaprowadź panów do ich kwatery, a ty –
zwróciła się do czarnowłosego szesnastolatka – pójdziesz ze mną. Ah! - wykrzyknęła kobieta w taki sposób, jakby przypomniała sobie o czymś niezwykle ważnym - Jeszcze
jedno! Jestem Neria.
Podróżnicy tylko spojrzeli po
sobie i rozdzielili się.
- Wierzysz w elfy? – zapytała jasnowłosa, gdy
tylko Will zamknął drzwi jej gabinetu.
- Nie wiem – odparł szczerze.
- Skoro nie wiesz, to skąd to masz?! –
Wykrzyknęła i złapała za srebrną broszkę przypiętą do jego płaszcza.
- A co to panią obchodzi?! – odpysknął.
- Ukradłeś to! Przyznaj się!
- Nie ukradłem! Znalazłem w lesie.
- Jak? To przecież symbol najznamienitszych
rodów elfów. Nie można go od tak sobie znaleźć. Niektórzy szukają tego latami, a
ty to „znalazłeś”?
- Ta broszka uratowała mi życie. Tylko dzięki
temu, że zsiadłem z konia i ją podniosłem, stoję tutaj przez panią.
- Jak ci na imię?
- Will…
- Mówmy sobie na „ty”, dobrze? A teraz powiedz
mi, kim byli twoi rodzice?
- Nie znałem rodziców – odparł najszczerzej
jak potrafił. – Wychowałem się na ulicy.
- To jak dostałeś się do tak ważnej drużyny?
- A dlaczego mnie o to wypytujesz? – wycedził
przez zęby. Teraz był naprawdę zdenerwowany. Neria nie miała takiego prawa, bo
w końcu znali się od kilku minut! – Jakie masz do tego prawo?!
- Jesteś w MOIM domu i zabraniam ci… - Nie
wytrzymała. – Idź lepiej stąd. Dean czeka w ogrodzie i zaprowadzi cię do domu
na drzewie. Tam znajdziesz resztę drużyny i nocleg. Jutro znajdziecie kartkę z
wiadomością, co macie dalej robić. – Powiedziała i odwróciła się w stronę okna,
dając Willowi do zrozumienia, że ma sobie już pójść. Chłopak posłuchał. W końcu był tylko gościem, a na dodatek zaszedł już Nerii za skórę. Nie wiedział, dlaczego tak go poniosło.
*
'Dlaczego tak bardzo poruszyła
ją ta broszka?' - myślał Will, leżąc wygodnie na posłaniu w Domku na drzewie. No i
jak znalazł ot tak po prostu jedną z najważniejszych rzeczy należących do
elfów? To było dziwne.Tuż przed zaśnięciem uświadomił sobie, że ten las nie jest, aż tak
zły i przeżył spotkanie z jednym z leśnych stworzeń, elfem. Po chwili spał jak
zabity, nieświadomy tego ile par oczyu przygląda mu się przez otwarte okno.
*
- Kiedy tam pójdą? – zapytał ktoś szeptem.
- Już niedługo. – Odparł ktoś inny. – Wtedy
będą potrzebowali naszej pomocy.
____________________
Koniec rozdziału drugiego :D
Pozdrawiam wszystkich :*
a zwłaszcza moją kochaną betę, którą jest... ta da! Insanis ♥
poprawiła mój do-dupy-rozdział, który teraz, dzięki niej jest nawet-fajnym-rozdziałem (kocham takie insanisowe cuś)
i dedyk dla... Insanis, dzięki której rośliny nie rosną na oczach Willa O.o (wiecie w jakim sensie xd )
Wasza Nowa SilverGold ♥
ps- wiem, że już nie mogliście się doczekać ^_^
Dopisek bety:
Musicie wybaczyć mi, że rozdział pojawił się dopiero w niedzielne popołudnie, ale w piątek fatalnie się czuła, a wczoraj mój laptop odmawiał posłuszeństwa, więc nie byłam w stanie poprawić do wcześniej :)
Proszę was, żebyście wytknęli mi to jakie błędy przegapiłam, ponieważ śpieszyłam się z betowaniem. Nie chciałam, żebyście czekali dłużej na rozdział drugi :) W normalnych okolicznościach rozłożyłabym sobie pracę nad poprawkami na co najmniej cztery dni.
Chciałabym podziękować SilverGold za danie mi szansy ! ♥
Mogę się przy tym podszkolić w poprawianiu różnych tekstów, co bardzo przyda mi się w przyszłości ♥ Chciałabym pracować w gazecie *o*
Dziękuję za uwagę i pozdrawiam was ♥
Insanis
Muahahahaha! Krytyk Szylwia wchodzi do gry XD
OdpowiedzUsuńPierwszy błąd: {..} To co zobaczyli po dziesięciu minutach... {..} - Przed "co" musi być przecinek, bo... po prostu ma tam być xD
Drugi: {..} spodnie z beżową tuniką z długimi rękawami, które teraz podwinęła za łokcie.{..} - to w sumie nie jest błąd, no ale.... z beżową tuniką z długimi rękawami? No wtf? XD
Trzeci: {...} za prośbą kobietu {..} - kobietu?! XD A nie kobiety? :P
Czwarty: {..} prawa, bo w końcu znali się od kilku minut! – Jakie masz do tego prawo?! {...} - prawo... prawa.... powtarzasz się XD
Nie przeczytałam tego dokładnie, bo mi się nie chciało, ale może Dusieko czy Toria coś jeszcze wypatrzą. Ściskam, Szylwia XD
No fak.... rawr.... tak to jest jak sie siedzi w tym CSSie i sie robi XD Chodzi mi o dziwne nawiasy XD
UsuńLoff ;*
I nie fochaj się, że nie przeczytałam dokładnie, bo jeszcze wertowałam to, gdy pisałaś to w zeszycie XD
Szylwiu, ja ci to wybaczam, o podejrzewam, że przepisując to... ehh wiem, że znasz to prawie na pamięć xd
Usuńcałusy od SilverGold :*